Opuszczanie wiadra do studni wydawało mi się zawsze wyjątkowo niebezpiecznym zajęciem. Dziadek trzymał jedną dłoń na bębnie, spowalniając nieco prędkość spadania wiadra, a drugą wskazywał na wirująca korbę i przestrzegał, żebym nie podchodził zbyt blisko. Prosta, codzienna czynność w oczach dziecka wywyższona do wielkiego wydarzenia. Świat jest dziś już inny, a będzie jeszcze dziwniejszy.

Zdjęcia wykonane w Górnośląskim Parku Etnograficznym w Chorzowie.