Śląsk to region, który większości z nas kojarzy się z brudem, hałdami, kopalniami i szarością dnia codziennego. Jednak pasja rowerowa, jaką odkryłem w sobie rok temu, pokazała mi, że kadry historycznego Górnego Śląska to paleta pełna barw przeszyta niezwykle bogatą historią. Tutaj przyroda zazębia się z krajobrazem kopalń i hałd, tradycja z nowoczesnością, sielanka wsi z gwarem miasta, sacrum z profanum i piękno z brzydotą.

Prezentowany fotoreportaż to zapis rowerowej wyprawy, która rozpoczyna się od tradycyjnego śląskiego familoka zanurzonego w cieple tradycji i czerwieni. Następnym punktem mojej fotoreporterskiej wyprawy jest klasztor i park, który idealnie wtapia się w barwę nostalgicznej i ciepłej pomarańczy. Oślepiony blaskiem słońca, mijam pozłacane pole rzepaku, by chwilę później, na półmetku mojej trasy przyjrzeć się grze światłocieni, jakie rzuca na mnie tunel soczyście zielonych drzew. Stamtąd zmierzam przez onieśmielający błękit stawu, chłodny granat zbliżającej się nocy, by w czerni nocy z oddali obserwować pełnię księżyca nad elektrownią, która swoją energią zasila naszą śląską ziemię.

Choć barwy stopniowo zmieniają się z ciepłych na zimne, to na każdej fotografii zostaje uchwycony duch Śląskowości – naszej Małej Ojczyzny.