“Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana”, jak rzekł najpewniej Heraklit z Efezu.

Czy Śląsk podlega zmianom? Oczywiście, i to wyjątkowo dynamicznym i bardzo rozległym, wpływając na cały charakter regionu. Stereotyp dymiących kominów, mnogości wież szybowych, ponurych hałd i zabrudzonych familoków odchodzi w niepamięć, ustępując pola… parkom handlowym, patodeweloperce i magazynom w sercu aglomeracji? Proszę wybaczyć drobną złośliwość sprowokowaną niedociągnięciom współczesnej śląskiej urbanistyki, wróćmy prędko do tematu moich zdjęć.

Na próbkę badawczą postępujących zmian obrałem bytomskie Miechowice, kojarzone głównie z ogromnym osiedlem bloków z wielkiej płyty, otoczonym w większości gęstym, wspaniałym lasem. Zanim jednak do owego osiedla dojedzie się z centrum Bytomia, minąć należy po drodze inną zabudowę – starych Miechowic, tych kamienicznych, tych familokowych, tych jakże śląskich. Ale coś tu jest nie tak.

Spacer miejscowymi ulicami sprawia ponure wrażenie, odbywając się w cieniu poszatkowanych pierzei, zamurowanych okien kamienic, a w niektórych dostrzec można gołym okiem… pokaźne odchylenie od pionu. Oczami wyobraźni można uzupełnić luki w zabudowie brakującymi kamienicami, niektóre z nich są nawet obecnie w trakcie powolnej rozbiórki, połączonej z odzyskiem czego tylko się da. Regularnie budynki albo tracą lokatorów, albo są zwyczajnie wyłączane z eksploatacji i pozostawiane na pastwę losu… lub koparek.

W tym miejscu tragedia odbywa się po cichu, skradając się ukradkiem. Przejawia się w detalach – pojawiają się pęknięcia na ścianach, okna zaczynają się deformować, na koniec cały budynek zaczyna wyraźnie się odchylać od pionu. Na co dzień nie jest to widoczne, ale wieloletnie badania jasno mówią – teren się obniżył w przeciągu minionych lat, nawet o kilka metrów. Pojawiają się zalewiska, a drogi są uszkadzane. Nawet ulice świecą pustkami, brakuje punktów usługowych, brakuje gwaru, rozmów, jak gdyby życie zostało stąd wyssane.

Miechowice, które już wieki temu związane były z górnictwem, obecnie cierpią z powodu negatywnych jego skutków. Szkody górnicze występują tu od wielu lat – co akurat jest niezmienne. Kaprysy górotworu są nieubłagane, a zaprzestanie wydobycia węgla nie zakończy tego procesu natychmiastowo. Los większości budynków wydaje się być przesądzony, a stara zabudowa historycznej dzielnicy traci się na naszych oczach, a wraz z nią przesiedlani są kolejni mieszkańcy. Okolica coraz bardziej przypomina upadłe przedmieścia niektórych amerykańskich miast, gdzie co rusz straszą opuszczone domostwa.

To jednak nie jedyna istota zmian w tej dzielnicy. Zerkając szerzej, jej przemysłowy (typowo wręcz śląski?) charakter niezmiennie od wielu lat ulega zmianom, choć niektóre jego relikty ciągle trwają na posterunku, mimo nieubłaganej siły płynącej z podziemi i wiecznie ostrego zęba czasu.

Był tramwaj – zawieszony „tymczasowo”, by nigdy nie powrócić już do tej dzielnicy. Co jakiś czas temat jego odbudowy wraca w prasie jak bumerang,

Była kopalnia – nie ma, ostał się jedynie szyb Ignacy na peryferiach Miechowic. Chociaż obecnie zbliża się jego zasypanie i likwidacja.

Była i do niedawna elektrownia – od kilku lat w ciągnącej się rozbiórce, mimo której nad okolicą wciąż górują cztery niemal identyczne, ceglane kominy. Ale na jak długo.

Były i kwartały zabudowy kamienicznej – obecnie coraz bardziej przerzedzone, coraz bardziej zapadające się pod ziemię i rozsypujące w oczach. Jak długo będzie ich ubywać, jak długo grunt będzie pracować na niekorzyść Miechowic – zakresu tych zmian nie sposób przewidzieć.