w 2009 roku zdarzyło mi się opuścić Śląsk, Polskę, Europę. Wylądowałem tam, gdzie wschody i zachody wyglądały zupełnie inaczej, niż gdziekolwiek indziej. W Australii, w Sydney miasto i ocean otulone czerwienią i intensywną żółcią podczas poranków i momentów, gdy słońce chowało się za horyzontem hipnotyzowały swym pięknem, Wydawały się tak niezwykłe.
Po 15 latach nieobecności w tej części globu (z kilkudniowym epizodem w 2019, którego nie pamiętam z różnych wakacyjno-weselnych powodów), w czerwcu 2024 roku postanowiłem odwiedzić Śląsk. Wpadłem na 2-3 tygodnie. Dziś w połowie września 2025 roku, gdy już zdałem sobie sprawę, że się trocę przedłużyło, wiem że niesamowitość nieba, jego głębia i kolorów można doświadczyć w domu rodzinnym.
Zostaję.