Wiosną, na tle budzącej się do życia przyrody, w lecie, gdy słońce rzucało długie cienie i jesienią, kiedy liście szeleściły pod stopami, niezależnie od pory roku, spotykałem Panią Helenę. Była to postać naznaczona czasem. Jej twarz, zmęczona, ale pełna godności, opowiadała historię, której nie znałem. Jej ciche, codzienne zmagania były świadectwem siły, która nie potrzebuje słów. Każde jej pojawienie się było jak kadr z dawnego filmu, czarno-biała migawka z życia miasta.

(Gliwice)